Trochę mnie na blogu nie było. A dokładnie to mi się nie chciało. I tak mi się jakieś trzy miesiące nie chciało. To że o sobie nic nie pisałem, to jeszcze można zrozumieć ale, że nie aktualizowałem Shwingów, to to jest najbardziej tajemnicze. W końcu słucham każdego odcinka…
Dlatego też, tym o to wpisem, nadrabiam stracony czas. I przy okazji testuje coś nowego na bloga, co uwielbiam robić. Uwielbiam bardziej niż pisanie na bloga. I to chyba wszystko wyjaśnia.
A odcinek 45. Schwinga niestety przepadł w przepastnych ciemnościach czasu. I już się nigdy nie odnajdzie… Ostał się po nim ino obrazek:
